![]() |
| Leszek Blanik trzyma w ręce złoty medal IO w Pekinie |
Leszek Blanik ma pomysły i znajduje sponsorów. Ale związek pozostaje głuchy. Ostatnie mistrzostwa Europy w gimnastyce dobitnie pokazują, w jakim stanie jest obecnie ta dyscyplina - żaden z reprezentantów Polski nie zakwalifikował się nawet do finału na poszczególnych przyrządach.
Drużyna uplasowała się w drugiej dziesiątce, a juniorów nie wystawiliśmy. – Gimnastyka się u nas nie rozwija. My się cofamy! Wyniki pokazują, że wróciliśmy do stanu sprzed 1998 roku, od tamtej pory w imprezie rangi mistrzowskiej nie wypadliśmy tak słabo – mówi Leszek Blanik. Mistrzostwa Starego Kontynentu zdominowali reprezentanci Wielkiej Brytanii, którzy wygrali drużynowo, a swojego zawodnika mieli w każdym z finałów indywidualnych. Ich osiągnięcia to pierwszy punkt odniesienia w trudnych relacjach między Blanikiem a PZG.
Nasz złoty medalista z Pekinu już w 2010 roku przedstawił zarys projektu pracy z ekipami juniorskimi – oparty dokładnie na tym, co robiono na Wyspach. – Nie w takiej skali i nie za takie pieniądze, ale zasada była ta sama: ściągnąć trenerów rosyjskich, którzy będą działać dwutorowo – po pierwsze uczyć naszych szkoleniowców, po drugie selekcjonować zawodników, z których potem wyłoniona zostanie kadra – opowiada Blanik.
Pomysł spodobał się ministerstwu, PZG miał go zatem dopracować, dostosować do wymogów formalnych i przesłać do MSiT dokumenty, żeby móc otrzymać środki finansowe. Żadne papiery nie zostały jednak wysłane. Gdy Blanik zapytał, dlaczego, usłyszał: – Tak wyszło...


